Pałac w Ołdrzychowicach Kłodzkich
Pałac został zbudowany w roku 1572, a właściwie
jego pierwotna bryła, bowiem w kolejnych wiekach przechodził tak wiele
przebudów, że z oryginalności niewiele mu już zostało. Ołdrzychowice stanowiły
kiedyś jeden z ważniejszych elementów gospodarki von Magnisów, mających swoją
rodzinną posiadłość w Bożkowie. O wielkości i pięknie ołdrzychowickiego pałacu
i otaczającego go ogrodu pisali odwiedzający je wędrowcy, wspomniał o nim nawet
John Quincy Adams w jednym z listów do swego brata z podróży po Śląsku.
22 sierpnia 1800 roku pałac odwiedziła królowa pruska Luiza, co dla Magnisa było wielkim zaszczytem. Nieprzyzwoicie bogaty hrabia postanowił uczcić wizytę królowej w godny siebie sposób i przygotował na jej cześć swoiste powitanie, które i dzisiaj może zadziwić swoim rozmachem. Na początek urządził dla niej wokół pałacu romantyczny ogród z ławeczkami, alejkami spacerowymi, grotą, którą nazwał imieniem królowej i widokową altanką na pobliskim wzgórzu. Jak podają kronikarze, władczyni wzięła też udział w pokazie udoju krów. Nie było to jednak zwykłe dojenie. Wieśniaczki zostały ubrane w piękne stroje ludowe, zamiast mówić śpiewały, a krowy były wyszczotkowane, czyste i pachnące, bowiem skropiono je "wodą pachnącą". Po wyjeździe hrabia chcąc upamiętnić pobyt królowej kazał odlać żeliwną kolumnę o wysokości 22,5 m, która stanęła we wsi. Dotrwała do naszych czasów, ale w 1974 roku bezmyślnie zniszczono ją podczas poszerzania drogi.
Dzisiaj po dawnej świetności nie pozostał prawie żaden ślad. Po II wojnie światowej zgromadzonymi przez Niemców dobrami, skradzionymi z innych pałaców, zainteresowali się Rosjanie, którzy wywieźli z Ołdrzychowic, co tylko się dało. Także sam budynek pałacu niszczeje od wielu lat i jego stan jest dzisiaj opłakany. Z dawnej świetności Magnisów możemy za to podziwiać rodzinne mauzoleum, stojące przy kościele. Wejścia do niego strzegą dwa potężne anioły.
Źródło: Dolnośląska Organizacja Turystyczna (DOT)
22 sierpnia 1800 roku pałac odwiedziła królowa pruska Luiza, co dla Magnisa było wielkim zaszczytem. Nieprzyzwoicie bogaty hrabia postanowił uczcić wizytę królowej w godny siebie sposób i przygotował na jej cześć swoiste powitanie, które i dzisiaj może zadziwić swoim rozmachem. Na początek urządził dla niej wokół pałacu romantyczny ogród z ławeczkami, alejkami spacerowymi, grotą, którą nazwał imieniem królowej i widokową altanką na pobliskim wzgórzu. Jak podają kronikarze, władczyni wzięła też udział w pokazie udoju krów. Nie było to jednak zwykłe dojenie. Wieśniaczki zostały ubrane w piękne stroje ludowe, zamiast mówić śpiewały, a krowy były wyszczotkowane, czyste i pachnące, bowiem skropiono je "wodą pachnącą". Po wyjeździe hrabia chcąc upamiętnić pobyt królowej kazał odlać żeliwną kolumnę o wysokości 22,5 m, która stanęła we wsi. Dotrwała do naszych czasów, ale w 1974 roku bezmyślnie zniszczono ją podczas poszerzania drogi.
Dzisiaj po dawnej świetności nie pozostał prawie żaden ślad. Po II wojnie światowej zgromadzonymi przez Niemców dobrami, skradzionymi z innych pałaców, zainteresowali się Rosjanie, którzy wywieźli z Ołdrzychowic, co tylko się dało. Także sam budynek pałacu niszczeje od wielu lat i jego stan jest dzisiaj opłakany. Z dawnej świetności Magnisów możemy za to podziwiać rodzinne mauzoleum, stojące przy kościele. Wejścia do niego strzegą dwa potężne anioły.
Źródło: Dolnośląska Organizacja Turystyczna (DOT)